Znamy już zwycięzców Konkursu Literackiego Inny – Obcy?

konkursobcy 2017Aleksandra Puton, uczennica klasy III LO A zdobyła I nagrodę w Konkursie Literackim Inny – Obcy?, zorganizowanym przez RODN "WOM" w Bielsku-Białej. 

Ola napisała opowiadanie "Granica", w którym   w nieszablonowy sposób przedstawiła  problem tolerancji, empatii   i otwartości.  W pracy wykorzystała teorię typologiczną zaproponowaną przez psychoterapeutę Carla Junga, a bohaterami uczyniła młodych ludzi   o osobowości INTJ (  wizjonerzy o umiejętnościach analitycznych, samodzielni, ambitni, gotowi do wprowadzenia w życie swoich pomysłów oraz zrealizowania swoich celów, ale jednocześnie  krytyczni wobec innych i mało komunikatywni ).
     Przesłanie autorki opowiadania jest bardzo czytelne - różnorodność                           i akceptacja dla niej  jest niezbędnym elementem życia społecznego: " Każdy typ osobowości jest potrzebny w społeczeństwie, po prostu każdy jest dobry                w czymś innym.."
     O lekkości pióra laureatki świadczy również stała obecność jej prac                             w naszym cyklu "Twórczo i z polotem". A oto nagrodzona praca uczennicy:
GRANICA
,,Osoby o typie osobowości INTJ stanowią zaledwie 2% populacji, a kobiety o tym typie osobowości zdarzają się jeszcze rzadziej (jedyne 0,8%).”
Niechętnie zamknęłam książkę. Za chwilę miał zabrzmieć dzwonek, przywracając mnie do szarej szkolnej rzeczywistości. Publikacja była nadzwyczaj interesująca, wiele wyjaśniała i pomogła uporządkować mi informacje, które zgromadziłam już wcześniej na podstawie własnych obserwacji. I była w jakimś sensie zabawna. A także lekko niepokojąca, jeśli się wzięło pod uwagę fakt, że niemal wszyscy sławni INTJ to geniusze albo psychopaci, przy czym ci pierwsi to na ogół postacie fikcyjne.
Była lekcja biologii. Uczniowie jak zwykle zaczęli grać w karty, konsumować produkty żywnościowe, rozmawiać, słuchać muzyki, przeglądać Facebooka albo grać w CS-a. Profesor Szczurkowska, po kilku niezbyt energicznych próbach zmniejszenia w klasie hałasu, opadła na oparcie fotela i zaczęła drzemać.
Próbowałam się skupić na czytaniu podręcznika, ale moje myśli szybko odpłynęły do jednego z ulubionych tematów: rozważania nad istnieniem Boga. Prowadziłam w myślach dyskusję, wcielając się na przemian w ateistę i w człowieka wierzącego. Wiedziałam, że do niczego ona nie doprowadzi, ale nadal świetnie się bawiłam, gimnastykując swój umysł przy największej zagadce istnienia. Cóż, przynajmniej do momentu, kiedy uświadomiłam sobie, że minimum 95% wszystkich moich rozmów to debaty z samą sobą.
Nigdy nie byłam na bieżąco w sprawach społeczności szkolnej, prawdopodobnie dlatego, że tak naprawdę nie czułam, że do niej przynależę. Nie pasowałam do żadnej z grup. Nie byłam szkolnym leniem, bo choć często nie uważałam na lekcjach, na ogół osiągałam dobre wyniki. Nie należałam też do typowych przeciętniaków, bo jeśli tylko chciałam, mogłam mieć oceny lepsze niż dobre, a z przedmiotów, które lubiłam, byłam wręcz wybitna. Nie dało się mnie jednak upakować w stereotypowy obraz kujona – zbyt mało zależało mi na ocenach, zbyt chętnie wagarowałam, a do znienawidzonych lekcji przykładałam się z energią odwrotnie proporcjonalną do pasji, z jaką uczyłam się tego, co mnie interesowało.
Dzwonek. Uff! Jak to dobrze, że dzisiaj piątek! A jutro sobota. Wielki Dzień…
Pognałam do wyjścia, nie zamierzając marnować ani chwili dłużej w tym strasznym miejscu, ale po drodze zostałam jeszcze zatrzymana przez dziewczynę, zbierającą zapisy na kółko teatralne. Prawie się roześmiałam. Z moją mimiką mogłabym zagrać jedynie trupa, psychopatkę oraz przydrożny słup.
*
Powoli wsunęłam się do pomieszczenia, zupełnie nie wiedząc, czego się spodziewać. Nigdy wcześniej nie spotkałam innej osobowości INTJ, a tu mieli być sami tacy z okolicy. Umówiliśmy się przez Facebooka, ale jak wszyscy INTJ, moi rozmówcy bardzo pilnie strzegli swej prywatności, więc ich profile nie zdradzały zbyt wiele na ich temat (zresztą sam fakt posiadania profilu na portalu społecznościowym wydaje się czystą fanaberią).
W środku były już trzy osoby (każda siedziała w innym kącie). Dziewczyna                                 o różowych włosach miała na sobie skórzaną kurtkę, tak najeżoną ćwiekami, że strach było koło niej usiąść ze względu na przepisy BHP. W przeciwległym rogu chował się wątły chłopak w pomiętej kraciastej koszuli, o dziwnie błyszczących oczach, które zdawały się patrzeć na coś niedostępnego dla zwykłych śmiertelników. Albo ćpun albo programista komputerowy. Trzecią osobą był chłopak wyglądający całkiem zwyczajnie, ale jednocześnie sprawiający wrażenie bardzo inteligentnego i pewnego siebie. Zamiast zająć czwarty kąt usiadłam więc obok niego.
- Na kogoś takiego właśnie liczyłem – powiedział, taksując mnie wzrokiem. - Wyjątkowość to wielkość odwrotnie proporcjonalna do ilości znanych nam ludzi...
- Moja wyjątkowość chyba kończy się tam, gdzie zaczyna się twoja.
- Dobra odpowiedź. Kupiłaś mnie. Wydajesz się prawdziwą INTJ. Opowiedz mi                        o swoich poglądach, bo ja jestem zwolennikiem szczerości do bólu, wolności obyczajów, demokracji, liberalnej gospodarki, sceptycyzmu naukowego, eutanazji, aborcji, racjonalizmu krytycznego, relatywizmu moralnego, istnienia bozonu Higgsa, teorii strun, hipotezy continuum, kopenhaskiej interpretacji mechaniki kwantowej, teorii sublimacji Freuda, teorii optimum aktywacji Hebba, regulacyjnej teorii temperamentu Jana Strelaua… Ojej! W ciągu tych pięciu minut powiedziałem chyba więcej niż przez ostatnie pięć lat. A tak w ogóle to jestem Karol Malarz, to nazwisko, nie zawód, niestety… A ty?
- Anita Wera Błotko-Symmba.
Nie wydawał się rozbawiony.
- Intrygujące – powiedział tylko, najwyraźniej sądząc, że jeśli będę chciała, to sama wyjaśnię pochodzenie mojego nazwiska. Albo on sam to rozszyfruje.
- Psychologia to taki mój konik – oznajmił znienacka.
- O, ja też ją bardzo lubię.
Po kilku minutach jego wykładu musiałam przyznać, że nawet nie w dziesięciu procentach tak bardzo jak on. Podbudowałam jednak samoocenę, popisując się szeroką wiedzą z zakresu filozofii. Karol, jak się okazało, ograniczył się do poznania szczegółowo poglądów tylko tych filozofów, którzy wydali mu się najbardziej interesujący, jak Nietzsche, Sartre czy Machiavelli.
Po raz pierwszy spotkałam kogoś, z kim mogłabym rozmawiać do końca życia bez poczucia znużenia. I podobało mi się to nowe uczucie.
*
W ciągu kolejnych tygodni w rubryczce przy moim nazwisku pojawiło się więcej nieusprawiedliwionych godzin, a w moim umyśle więcej godnych zapamiętania chwil. Tak często jak się dało, chodziliśmy z Karolem na wystawy, do muzeów, ZOO, ogrodów botanicznych, oceanariów, na spotkania z ciekawymi ludźmi, rozprawy sądowe, wieczory                   z książką, spektakle, filmy, koncerty (zamiłowanie do opery okazało się naszą wspólną pasją), a raz nawet na zgromadzenie mormonów (tylko po to, żeby się pośmiać). I rozmawialiśmy. Długo, często, o wszystkim.
Pewnego dnia zapytałam go o ulubioną książkę.
- ,,Buszujący w zbożu” – stwierdził bez wahania. – Pewnie domyślasz się dlaczego.
- Mniemam, iż nie ma to żadnego związku z faktem, że Mark David Chapman miał tę książkę w dłoni, gdy dokonywał zamachu na Johna Lennona.
- Ha, ha! Jeśli pytasz, czy coś konkretnego planuję, to odpowiedź brzmi nie. Przynajmniej na razie. A ,,Buszujący…” podoba mi się tak bardzo, bo wiesz… Holden po prostu rozwala system. A twoja ulubiona książka?
- ,,Władca Pierścieni” – powiedziałam po dłuższym namyśle. – Jest tam świat,                      w którym liczą się takie wartości jak honor, lojalność, przyjaźń… To, czego tak brakuje                              w naszej rzeczywistości. Jednocześnie nie jest to tak naiwne jak bajki, bo zwycięstwo dobra okupione jest ofiarą… Myślisz, że odpłynięcie do Nieśmiertelnych Krain można odczytać jako metaforę śmierci?
- Zdecydowanie. Tolkien był bardzo wierzący. Nie widział w śmierci końca życia. Śmierć jest fascynująca, prawda? – w jego na co dzień martwych oczach pojawił się błysk ekscytacji. – Coś mi się przypomniało. Znalazłem kiedyś martwego ptaka i pomyślałem, że ciekawiej będzie, jeśli go nie wyrzucę, tylko zostawię w pudełku. Każdego dnia przez kilka miesięcy badałem jak zmienia się jego ciało pod wpływem rozkładu. Zrobiłem sporo zdjęć, mogę ci pokazać.
- Nie! – zaprzeczyłam nieco gwałtowniej niż zamierzałam. Prawdę mówiąc, sama ta idea przerażała mnie i obrzydzała. – Nie interesuję się śmiercią w TAKIM sensie. I za bardzo lubię zwierzęta.
- Ach, no cóż… rozumiem. Ale wydawało mi się to interesujące, z czysto naukowego punktu widzenia. Wiesz, że są tak zwane ,,trupie farmy”, na których bada się rozkład ludzkich zwłok w różnych warunkach? Najsłynniejsza jest w Knoxville na Uniwersytecie Tennessee.
- O rany, lepiej nie będę cię pytać, gdzie chciałbyś pojechać na studia.
- A niby co w tym złego? – Karol wyprostował się z dumą. – Ja przynajmniej uczyłbym się tam z prawdziwą pasją, a nie po to, by zrobić karierę i dobrze zarabiać. Większość osób chce ukończyć jakiś ,,dobry kierunek studiów”, przez co rozumie się taki, który daje ,,dobrą pracę”. A ,,dobra praca” równa się ,,dobrze płatna praca”. Czy naprawdę nie lepiej mieć trochę mniej forsy, a robić coś, co naprawdę się kocha? Albo robić coś dlatego, że jest potrzebne i pozytywne, a nie ze względu na zarobki?
- Rzeczywiście. Gdybym miała pójść na medycynę, to z powołania, by leczyć ludzi. Tymczasem wszystkie znane mi osoby, które ją studiują, mówią, że chcą po prostu dużo zarabiać.
- Na szczęście my jesteśmy inni i potrafimy docenić piękno sztuki i nauki bez względu na jej użyteczność. W ogóle to mamy ogromne szczęście, że jesteśmy INTJ. Nie wydaje ci się, że to najbardziej inteligentny i utalentowany typ osobowości?
- Niekoniecznie… - odparłam z namysłem. - INTJ mogą mieć nieprzeciętnie bystre                        i chłonne umysły, ale sądzę, że często mają problem z inteligencją emocjonalną, która jest nie mniej ważna. A talenty? Jeśli ich nie rozwijamy, to cóż nam po nich?
- Nie wyobrażam sobie INTJ, który nie chce się rozwijać!
- Ale może się rozwijać w jakimś złym, potencjalnie niebezpiecznym kierunku – odbiłam piłeczkę. - Zauważyłeś, jak często nasz typ osobowości wykorzystuje się do tworzenia czarnych charakterów? Hannibal Lecter, profesor Moriarty, Sauron, Saruman, Darth Vader, Lord Voldemort, Tywin Lannister, Michael Corleone i wielu wielu innych… INTJ mają ogromne możliwości, ale powinni je ukierunkować na coś pożytecznego                                    i pozytywnego. To kwestia wyboru, a nie przypadku. Tacy bohaterowie jak Clarice Starling, Gandalf, Elrond, Herkules Poirot, Gregory House, Sherlock Holmes czy Ellen Ripley przecież też są INTJ.
- No, ale to właśnie dowodzi jak wielkie mamy możliwości. Albo zbawca świata albo geniusz zła. Tylko jest nas tak mało, że często nie mamy siły przebicia, a inne typy panoszą się jak zaraza, nie rozumiejąc nas, nie próbując zrozumieć ani nawet zaakceptować. A wcale nie są lepsi! Nie masz pojęcia jak się cieszę, że jesteś taka jak ja. Zresztą, co ja mówię, że taka jak ja! Jesteś tysiąc razy bardziej wyjątkowa, bo jesteś KOBIETĄ INTJ, to prawdziwe szczęście kogoś takiego spotkać. No, jeszcze INTP są na ogół w miarę rozsądni, ale reszta… ISFP tak naprawdę chcą się tylko dobrze bawić, INFJ za bardzo polegają na swoich przeczuciach, ISTJ mają zbyt ciasne umysły, brak im otwartości na nowe idee, od ISFJ lepiej się trzymać z daleka, bo gotowi są przydusić cię ogromem swojej miłości i wsparcia, ISTP są, moim zdaniem, zbyt skłonni do niepotrzebnego ryzyka, INFP wierzą w wielkie ideały, ale niestety na ogół nierealne i w konsekwencji marnują zbyt wiele energii, próbując naprawić całe zło tego świata… Nie ma to jak pozostawać nieco poza nawiasem społeczności tych głupców. No wiesz, nie mam nic przeciwko innym ludziom, dopóki zbytnio się nie wydzierają i nie tworzą zbyt gęstego tłumu, ale są i tacy, którzy naprawdę mogliby wyginąć…
- Przesadzasz! Każdy typ osobowości jest potrzebny w społeczeństwie, po prostu każdy jest dobry w czymś innym. Na przykład taki Kuszkiewicz. Jego iloraz inteligencji chyba musi być jednocyfrowy, ale jest naprawdę najmilszą osobą, jaką znam. A Marta Markiewicz wściubia nosa we wszystko, manipuluje i snuje intrygi w klasie, wypomina najdrobniejsze błędy… Świetnie nadaje się na teściową!
Karol parsknął śmiechem.
- Moja mama natomiast ma silne zasady, jest świetna w interesach i w prowadzeniu domu. – kontynuowałam. - Szczerze ją podziwiam, mimo że często nie potrafimy się dogadać. A jacy są twoi rodzice? – nie zdążyłam ugryźć się w język. Karol bardzo nie lubił, kiedy pytałam go o rodzinę, sam też nigdy o niej nie wspomniał. Teraz też siedział z zaciśniętymi ustami, udając, że nie usłyszał pytania.
To była nasza pierwsza poważniejsza różnica zdań. Kolejna nastąpiła niedługo po tej, a chodziło o zasady. O ile mnie tak samo jak jego irytowały niemal wszystkie rytuały i konwenanse, o tyle uważałam, że respektowanie podstawowych zasad jest niezbędne dla istnienia społeczeństwa. Karol natomiast uważał wszelkie narzucone reguły za stojące w sprzeczności z prawem jednostki do wyboru własnego systemu wartości.
*
- Lubię miasto nocą tak późną, że nikogo już nie ma na ulicach. Tak powinno być zawsze – powiedział Karol. Ja również lubiłam, ale wcale nie chciałabym, żeby było tak pusto na stałe.
Pogrążona w rozmowie o najnowszym odkryciu planety pozasłonecznej podobnej do Ziemi, nawet nie zauważyłam kiedy stanęliśmy przed Rycerzem Bożym, strzegącym wejścia na Cmentarz Powązkowski.
- O tej porze jest już zamknięte.
- Nie szkodzi – odpowiedział, wyciągając z kieszeni nieduży wytrych. Pogrzebał w zamku i po chwili brama otworzyła się z cichym skrzypieniem.
- Hmmm… Nie wydaje ci się że to obiekt monitorowany?
- Już rozwiązałem ten problem.
Wolałam nie pytać jak.
- Po co my tam właściwie idziemy?
Byłam zaniepokojona, bo wbrew pozorom, włamywanie się nocą na cmentarz nie należało do naszych codziennych rozrywek.
- Zobaczysz.
Jego oczy zabłysły tym samym blaskiem, jaki zauważałam zawsze, gdy mówił o psychologii i innych fascynujących go sprawach. Nie potrafiłam jednak wykombinować, co zaplanował.
- Muszę coś przynieść.
Zostawił mnie na rogu alejki, a sam wszedł między nagrobki, kolorowe od płonących zniczy. Czekałam kilkanaście minut, aż w końcu przyszedł, dźwigając cztery wiadra. Dwa były wypełnione czymś, co przypominało sztuczne ptasie odchody, a reszta czerwoną farbą. Przynajmniej miałam nadzieję, że to była farba.
- O nie, Karol… Nie mów mi, że zamierzasz zrobić to, o czym myślę!
- Zamierzamy. Chyba się nie boisz? – zapytał, rzucając mi duży pędzel. Nie złapałam go, nie tylko ze względu na beznadziejny refleks.
- Na miłość boską, weź się opanuj, tu leżą polscy patrioci!
- Właśnie, że nie! – wykrzyknął z charakterystyczną dla niego pasją i zajadłością. - Polscy patrioci nie żyją! To tutaj to są tylko kamienie! Nie jestem takim głupcem, żeby oddawać cześć głazom i myśleć, że to komukolwiek pomoże! To jak modlenie się do figurek Matki Boskiej! Prawdziwy patriotyzm to działalność na rzecz przyszłości kraju, a nie dumanie nad jego przeszłością. Wiem, że ty też to wiesz. Potrafisz myśleć nieszablonowo. No, dawaj, zakpimy sobie trochę ze świętości innych! Gwarantuję, że będzie artystycznie. Przecież ze mnie Malarz! - roześmiał się na głos z własnego dowcipu.
- Oszalałeś – stwierdziłam.
- Daj spokój, to tylko posągi! Głupie kawały marmuru, granitu czy czegoś tam jeszcze, o które ludzie dbają nieraz bardziej niż o własne domy! – Karol cisnął wypalony znicz prosto w twarz Anioła Zmartwychwstania. - Poza tym, to jest zmywalne, więc nie zostaną trwale zniszczone. I przecież nikt nie będzie wiedział, że to my! Zwłaszcza ty jesteś ostatnią osobą, którą można by o coś takiego podejrzewać. Taka spokojna prymuska… - puścił do mnie oko.
- Przestań! Myślisz, że cię nie przejrzałam? Jesteś… - zebrałam się na odwagę. - Jesteś psychopatą!
- Czyżby? – w jego głosie zabrzmiała ironia. – Jeśli tak, to ty też. Jesteś taka sama jak ja!
- Powiedz mi… czemu nigdy nie chcesz mówić o swojej rodzinie? Dlaczego tak cię drażni, kiedy o nią zapytam? Co, może wszyscy jej członkowie za wyjątkiem ciebie zginęli w tajemniczych okolicznościach?
Wiedziałam, że posunęłam się za daleko. Cisnęłam w jego stronę pędzel, po czym zaczęłam biec w kierunku wyjścia. Karol był znacznie lepszym biegaczem, mógł mnie dopaść bez trudu. Cóż – pomyślałam – nawet jeśli mnie zabije, to i tak będzie moje zwycięstwo, bo udowodni, że miałam rację. Ale nie słyszałam żadnych kroków oprócz własnych. Odważyłam się spojrzeć za siebie. Karol stał, tak jak go zostawiłam, po prostu na mnie patrząc. Nie miałam pojęcia, co czuł ani czy w ogóle cokolwiek. Jego ostatnie słowa wciąż brzmiały mi w uszach: Jesteś taka sama jak ja… taka sama jak ja… Może jednak była to prawda, a ja po prostu dałam się nabrać na jego sztuczkę?
*
Niechętnie zamknęłam książkę. Za chwilę miał zabrzmieć dzwonek, przywracając mnie do szarej szkolnej rzeczywistości.

praktyki-zagraniczne

 fundusze1

 

praktyki-zagraniczneinternat 01

kształcenie

liceum-roku-2014

starostwo-powiatowe

twoje-radio-lipsko

lck

parafia-lipsko

rodzina-szkol

lck

fmp

nbportal

oke

strzelec

youtube-logo

bip